1917 – 15 sierpnia – 2021

„W Żytomierzu odrzuciłam powoli wszystko… Tam byłam zupełnie poddana Bogu…”

15 sierpnia 1917 roku hrabianka Róża Czacka złożyła swoją wieczystą profesję.

Gdy wydarzenia wojenne I wojny światowej „uwięziły” na trzy lata (1915-1918) hrabiankę Różę Czacką w Żytomierzu, Bóg przygotował tu dla niej czas bogaty w łaski owocujące dla niej samej, jak i dla Dzieła, które przez jej ręce zamierzał realizować.

Już nazajutrz po przyjeździe do Żytomierza natrafiła w konfesjonale na kapłana, profesora seminarium duchowego w Żytomierzu. Hrabianka Czacka codziennie chodziła na mszę świętą do kościoła seminaryjnego, mogła więc zatem z łatwością korzystać z porad duchowych owego kapłana. Ks. Władysław Krawiecki, młody kapłan pochodzący z diecezji płockiej, po ukończeniu żytomierskiego seminarium, został w nim wykładowcą dogmatyki, homiletyki, rubrycystyki oraz historii Kościoła. Był także sędzią w konsystorzu. Ale dla rozwoju duchowego hrabianki Róży najbardziej znaczące było to, iż był cenionym spowiednikiem i gorliwym tercjarzem zakonu św. Franciszka.  

Sytuacja Kościoła w zaborze rosyjskim po powstaniu styczniowym 1863 r. była bardzo trudna. Zakony kasowano, a w najlepszym wypadku, pozwalano by wygasły wraz z ostatnimi zakonnikami, zakazując przyjmowania nowych powołań do nowicjatów. Noszenie habitów było zakazane. Jedynym wyjątkiem cieszyły się siostry miłosierdzia (w Polsce znane jako szarytki) – z szacunku do ich posługi w szpitalach. Odpowiedzią na te utrudnienia był rozwój życia zakonnego ukrytego, któremu patronował o. Honorat Kuźmiński zakładając ponad dwadzieścia ukrytych zgromadzeń zakonnych, w których posługiwały siostry zw. skrytkami.

Duża rolę odgrywał tu nurt tercjarski tradycyjnych zakonów, w tym m. in. zakonu św. Franciszka. Ks. Krawiecki miał uprawnienia do przyjmowania nowych członków do III Zakonu św. Franciszka. Sam był tercjarzem franciszkańskim nie tylko z miana, ale i z radosnego umiłowania ubóstwa. Miał serce wrażliwe i otwarte na potrzeby innych. Z własnych zasobów wspierał opieką nie tylko duchową sierocińce i ubogich. W tej posłudze nie czynił różnic pomiędzy katolikami a prawosławnymi.

Hrabianka Róża potrzebowała takiego Bożego człowieka i kapłana, a Bóg postawił na jej drodze właśnie ks. Władysława Krawieckiego. Sama uważała go za świętego kapłana. Napisze później, że ks. Krawiecki polecił jej ograniczyć działalność charytatywną, w którą od początku zamieszkania w Żytomierzu bardzo się zaangażowała. Do zaleceń zastosowała się sumiennie, choć – jak wspomina – kosztowało ją to wiele, miała bowiem przekonanie i mówiła, że „ile razy daję biednym, proszę Pana Jezusa, aby oddał to moim ociemniałym w Warszawie”.

Skromne życie towarzyskie hrabianki powoli topniało. Czuła się w obowiązku utrzymywać kontakty z krewnymi i powinowatymi, ale treścią jej życia w Żytomierzu stawała się modlitwa. Po pierwszej mszy świętej porannej długo pozostawała na modlitwie indywidualnej w kościele seminaryjnym. W ciągu dnia sięgała po czytania duchowe, odprawiała rozmyślania, uczęszczała na nabożeństwa i adoracje. W grudniu 1917 roku zapisała się do Arcybractwa Wiecznej Adoracji połączonego z uczynkami miłosierdzia. Przeniosła się do małego pokoiku, wygodne łóżko zamieniła na drewniany tapczan z siennikiem ze zgrzebnego płótna. Sypiała pod kocem, a za poduszkę miała zwinięty szalik. Jedwabną bieliznę zamieniła na płócienne koszule. Osobiście już prała swoją bieliznę, klęcząc na podłodze i jadała ze zwykłej glinianej miseczki.

Na progu 40 roku swego życia, w dzień poświęcony św. Józefowi, 19 marca 1916 r., została przyjęta przez ks. Krawieckiego do nowicjatu III Zakonu św. Franciszka. To była dla hrabianki znak, bo do św. Józefa miała szczególne nabożeństwo i jego właśnie żarliwie prosiła w swoich modlitwach o rozeznanie własnej drogi i powołania do życia nowego zgromadzenia. Po rocznej próbie złożyła profesję tercjarską przyjmując imię Elżbiety, nie wiedząc wówczas jeszcze, że właśnie w dniu tej świętej została w dzieciństwie ochrzczona. Swoją wieczystą profesję, przyspieszoną, złożyła w dniu 15 sierpnia 1917 roku.

Sama wspominała po latach: „W Żytomierzu Miłosierdzie Boże wielkie. W Żytomierzu odrzuciłam powoli wszystko… Tam byłam zupełnie poddana Bogu”. Dla Róży, obecnie s. Elżbiety od Krzyża, nowych treści nabierała modlitwa, z którą nie rozstawała się od dzieciństwa: „O Jezu, daj, abym ukrzyżowana wraz z Tobą, Boże mój i Panie mój, żyła tylko miłością w tym życiu i Twoją tylko miłością cieszyła się w życiu przyszłym”.

W tym klimacie zaczęło coraz wyraźniej krystalizować się jej powołanie zakonne oraz coraz wyraźniej widoczna stawała się przemiana hrabianki w osobę poświęconą Bogu.

Już wcześniej myślała o powiązaniu Dzieła ze zgromadzeniem zakonnym, w którym siostry posługiwałyby niewidomym. Swego czasu przyglądała się bliżej francuskim Siostrom św. Pawła od Niewidomych, a nawet była bliska wstąpienia do ich wspólnoty. Czuła, że Bóg żąda od niej nie tylko wzroku, czasu i mienia oddawanego niewidomym, ale także jej samej, a w efekcie oczekuje powołania do życia zgromadzenia oddanego na służbę Jemu w niewidomych braciach i siostrach.

Mając serce kształtowane w duchowości św. Franciszka, który ukochał posłuszeństwo Kościołowi, przedstawiła swe rozeznanie ks. Krawieckiemu, jako swemu kierownikowi duchowemu oraz ordynariuszowi diecezji, biskupowi Dubowskiemu. W swoich „Notatkach” zapisała: „… w Żytomierzu postanowiłam zupełnie oddać się Bogu i [od] Ks. Biskupa Dubowskiego otrzymałam pozwolenie na noszenie habitu Trzeciego Zakonu św. Franciszka, do którego wstąpiłam…”.

Uzyskawszy aprobatę i błogosławieństwo obydwóch kapłanów, miała już pewność, że podąża za Bożą wolą. W trzy miesiące po wieczystej profesji, 19 listopada 1917 r., przed małym domowym ołtarzykiem św. Franciszka, który miała w swoim pokoiku, hrabianka Róża Czacka przywdziała zakonny habit poświęcony uprzednio przez ks. Krawieckiego. Na uroczystości obłóczyn byli obecni obaj bracia Róży – Tadeusz i Stanisław.

Róża Czacka, s. Elżbieta od Krzyża, wybrała habit, jak tylko pozwolono w obszarze cesarstwa rosyjskiego zakonnikom katolickim na ich noszenie. Wybrała habit ze względów ideowych, jako wyznanie wiary i wyboru życia zgodnego z nauką Chrystusa, ale i jako praktyczne rozwiązanie sprawy stroju we wspólnocie kobiet mających żyć w ubóstwie.

Tak samo świadomie wybrała św. Franciszka z Asyżu za patrona zgromadzenia. Dziesięć lat później, 4 października 1927 r. zapisze: „gdy poznałam lepiej św. Franciszka, zrozumiałam, że jest On jakby przeciwstawieniem obecnego rodzaju życia i że powrót do ideału Ewangelii jedynie uleczyć może świat z choroby, która go toczy. Powrót do prostoty w życiu, wyrzeczenie się siebie jako przeciwstawienie się żądzy używania, ukochanie cierpienia z miłości ku Panu Jezusowi jako przeciwstawienie się obawie przed chorobą, śmiercią. To wszystko skłoniło mnie do oddania się św. Franciszkowi w opieką. W rzeczach Bożych jednak nie może być niewolniczego naśladownictwa. Tak jak Kościół jest niezmienny w zasadniczych swoich prawach, a zawsze nowy i żywy w przyswajaniu sobie form zewnętrznych i w przystosowywaniu się do nich, tak i Dzieło Boże musi znaleźć sobie formę zastosowaną do obecnych warunków i do potrzeb niewidomych, którymi zajmować się mamy. Tu znowu ideałem nie jest jakaś urojona franciszkańska forma zewnętrzna, ale sama istota życia wewnętrznego. Starajmy się o miłość i o pokorę, bądźmy posłusznymi narzędziami w ręku Bożym, a wówczas Bóg pozwoli nam znaleźć tę formę, która pozwoli nam spełnić Jego wolę przenajświętszą”.

Tradycyjnie w 15 dniu sierpnia, w którym radujemy się z Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, nasze siostry Nowicjuszki składają swoją pierwszą profesję zakonną. I dziś złożyły swoją siostra Alicja od Woli Bożej i siostra Zuzanna od Wierności Boga.