Laski w Powstaniu Warszawskim
2.

Ks. prof. Stefan Wyszyński pojawił się w Laskach w październiku 1942 r. i pozostał przy Dziele Matki Elżbiety do marca 1945 r. To dzięki niemu w tych latach niepokoju trwała intensywna praca intelektualna z myślą o wolnej przyszłości. Ks. Profesor szerzył idę spółdzielczości, prowadził wykłady z nauki społecznej, prawa i historii Kościoła dla niewidomych, sióstr i pracowników. Z Matką Elżbietą Czacką pracował nad Konstytucjami Zgromadzenia, których termin kolejnego zatwierdzenia już się zbliżał, omawiał sprawy bieżące, poświęcając na to, co dzień parę godzin, co skrupulatnie odnotowano w „Dzienniku przyjęć Matki”.
W laskowskim Archiwum Zgromadzenia zachował się wypis z zeszytu odprawianych Mszy św. dokumentujący dokładnie czas pobytu ks. Wyszyńskiego w Laskach i jego zaangażowanie w spotkania w Warszawie i okolicy. Poszukiwany przez gestapo wyjeżdżał z Lasek zatrzymując się w różnych miejscach stolicy, które były placówkami Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi (ul. Wolność 4, Elektoralna 9, Siennej 63), u sióstr Zmartwychwstanek na Chłodnej, w „Kółku Pawłowym” na Kredytowej, u „Pań Kuźniczanek” na placu Mirowskim i u sióstr Urszulanek na Wiślanej. Zaangażował się w tajne komplety, regularnie prowadził dni skupienia i rekolekcje. Stawał się znany i ceniony wśród ludzi mieszkających w Warszawie. Znali go ziemianie, wychowawcy, prawnicy, młodzież akademicka i licealiści i zwykli ludzie potrzebujący pomocy.
Już 1 listopada 1942 roku przyszła pieszo do Lasek na spotkanie z księdzem Stefanem grupa dziewcząt z Warszawy, które chciały poświęcić swoje życie pracy apostolskiej wśród kobiet, tworząc „Miasto Dziewcząt”. Ks. Wyszyński w lipcu 1943 r. wygłosił do nich rekolekcje i objął nad nimi kierownictwo duchowe. To właśnie z tej grupy dziewcząt z czasem powstał jeden z pierwszych w Polsce instytutów świeckich – obecnie znany jako Instytut Prymasa Wyszyńskiego.
Dla Laskowskiego personelu organizował spotkania różnego typu: pogadanki historyczne, omawiał sytuację polityczną na frontach wojennych, w obozach koncentracyjnych oraz trudności zrywu patriotycznego. Pod koniec spotkania proponował, by każdy z uczestników wybierał kartkę ze stołu, na której była napisana intencja do szczególnej modlitwy: za więźniów Pawiaka czy obozów koncentracyjnych, za deportowanych, za żołnierzy walczących w Polsce i na frontach świata.
Jednocześnie ks. Wyszyński był kapelanem VIII Okręgu Wojskowego AK. Wiosną 1944 r. został zaprzysiężony w stopniu porucznika i przyjął pseudonim „Radwan III”, inspirując się herbem Radwan, którego legenda głosiła bohaterski czyn średniowiecznego rycerza. Podczas wojny Bolesława Śmiałego z Rusią, wysłany na podjazd z niewielkim oddziałem rotmistrz Radwan, przypadkiem natrafił na obóz nieprzyjaciół. W czasie potyczki Rusini rozproszyli garstkę Polaków i odebrali im sztandar. Radwan, chcąc swoich żołnierzy podnieść na duchu, skoczył do pobliskiego kościoła, skąd wziąwszy chorągiew, ponownie zebrał rycerzy i uderzył na wroga. Rusini myśląc, że nadeszły posiłki na pomoc Polakom, zaczęli pierzchać. Natomiast dzielny rotmistrz odzyskał utraconą chorągiew i z rąk króla otrzymał herb z kościelną chorągwią pod którą zwyciężył.
Ks. prof. Wyszyński swoimi czynami z okresu Powstania zapisał się również w pamięci wielu. Rannych, których z lasu przywozili na furmankach okoliczni chłopi, składano w lesie ze cmentarzem zakładowym, przeważnie pod osłoną nocy. Po wszystkim chłopi podcinali konia i umykali. W tym rejonie nieustannie czuwał personel laskowski. Zmontowana brygada niewidomych stanowiła prawdziwe pogotowie ratunkowe przenosząc na noszach rannych do szpitala. Bywało, że potrzeba było przenieść 5 rannych jednocześnie i poszukiwano wówczas dwudziestu silnych i pewnych mężczyzn. W akcje te włączał się także ks. prof. Wyszyński.
Jako kapelan do szpitala powstańczego przychodził wcześnie rano. Jego uważne spojrzenie ogarniało nie tylko rannego, ale i pielęgniarkę. Gdy widział w jej oczach bezradność wobec zbliżającej się śmierci, sam zaczynał działać jako duszpasterz pomagając w ostatnich chwilach życia niejednokrotnie bardzo młodym Powstańcom.
Tak też było z 16-letnim Jankiem z kawalerii wileńskiej. Padł rany pierwszego dnia Powstania. „Spowiadałem go i przygotowywałem na śmierć. – wspomina ks. Wyszyński. Po operacji kilkakrotnie tracił przytomność, a gdy się budził „śpiewał pieśni do Matki Bożej. Z tym śpiewem umarł. Pochowałem go na cmentarzu (…) w piasku, bez trumny, bo już trumien nie było”.
„Jurek miał lat dziewiętnaście – innym razem wspomina ks. Wyszyński – i padł w walce o lotnisko bielańskie. (…) Wszyscy wiedzieliśmy, że ten młody, piękny chłopiec umrze (…). Był grymaśny (…). Nikt nie mógł sobie z nim dać rady. (…) Poszedłem do niego i mówię: Jurek, byłeś taki odważny, walczyłeś na froncie (…), a tutaj nikt z tobą wytrzymać nie może (…).
– A, bo, proszę księdza, mnie się już sprzykrzyło leżeć, ja chciałbym iść na front.
– Jurek, pójdziesz niedługo na front do Matki Bożej.
Zastanowił się i uspokoił. To była połowa sierpnia. Po jakimś czasie zapomniałem trochę o nim, bo rannych było dużo i trzeba było biegać od jednego szpitala do drugiego (szpital powstańczy rozrósł się już do trzech budynków). Któregoś dnia siostra mówi:
– Proszę księdza, Jurek jest znów nieznośny.
– Dobrze, przyjdę do niego.
Przychodzę:
– Jurek, znów jesteś nienośny.
– Proszę księdza, bo ksiądz powiedział, że ja będę u Matki Bożej. A za dwa dni święto Matki Bożej (8 IX), ja nie zdążę (…), jeszcze jestem taki silny…
Mówię mu:
– Jurek, nie bój się, zdążysz.
Uspokoił się i rzeczywiście w wigilię Narodzenia Matki Bożej, 7 września, spokojnie, cicho umarł”.
Obecność księdza profesora kształtowała w dużej mierze postawę chorych, personelu i niewidomych. Zjawiał się w salach, gdzie dało się odczuć niebezpieczne napięcie. Jego niesłychany spokój, wiara, że wszystko skończy się dla szpitala pomyślnie, były stałym zastrzykiem optymizmu. Oddziaływało to na rannych w sposób zadziwiający, a cały personel szpitala uzbrajało w łagodność, cierpliwość, wyrozumiałość w stosunku do najbardziej nawet nieznośnych pacjentów.
W chwilach wolnych od posługi w szpitalu obchodził teren, gdzie miały miejsce choćby drobne walki, szukając zabitych. Rannych znosił na własnych plecach. Zakasywał także rękawy, by pomagać w wyrabianiu chleba nie tylko dla mieszkańców Zakładu i tych, którzy się tu chronili, ale i dla 400 partyzantów walczących w okolicznych lasach. Dla nich troszczył się nie tylko o Chleb Eucharystyczny, ale i o powszedni.
Jako kapelan powstańczy służył nie tylko polskim żołnierzom. Katolicy w niemieckich mundurach prosili go także o ostatnią posługę. Siostra Vianneya, zakrystianka, wspomina: „Od jesieni 1944 r. do dnia wyzwolenia Warszawy (17 stycznia 1945 r.) w kaplicy laskowskiej odprawiali Mszę św. dwaj księża niemieccy. Jeden – urzędnik – miał wyznaczoną godzinę, drugi – sanitariusz – odprawiał w najrozmaitszych porach dnia, gdy znalazł chwilę czasu. To był dobry, gorliwy kapłan. Kiedyś byłam świadkiem w zakrystii, jak ubrany do Mszy św., wpatrzony w krucyfiks – płakał. Zajmując się intencjami mszalnymi, zaglądałam czasem do zakrystii i patrzyłam na stosunek Ks. Profesora do tych księży niemieckich. Z jednej strony widziałam u Ks. Profesora wielką godność Polaka, z drugiej wyczuwałam jakąś więź kapłańską, jaka łączyła go z tymi księżmi, (…) nadprzyrodzony, braterski szacunek dla kapłaństwa i jednocześnie bardzo delikatny dystans”.
***
Czas okupacyjny dla Lasek to czas trwania na służbie miłości skierowanej do tych, co cierpią. I tych dwoje – ks. Stefan Wyszyński i Matka Elżbieta – stało się dla wielu oazą spokoju, źródłem męstwa i cierpliwości w wytrwaniu tej próby wiary.
Ten niełatwy czas otwiera wypowiedź Matki Czackiej we wrześniu 1939 r., rannej, leżącej nieruchomo z zabandażowanymi oczami po operacji bez znieczulenia, podczas której usunięto jej oko zranione odłamkiem szrapnela w czasie walk o stolicę. Ledwo mówiła, ale wówczas powiedziała mocno: „Nasze linie przerwane, nasze barykady zburzone, ale naszymi twierdzami, których nikt nie zdobędzie, musimy być już tylko my sami. (…) Tą twierdzą niezdobytą dla zła, które teraz wydaje się, że jest zwycięzcą. Ale nie jest…”. A swoim siostrom wskazywała, że wszyscy są dziećmi Bożymi, bez względu na rasę czy narodowość.
Klamrą zamykającą te wydarzenia stają słowa ks. Wyszyńskiego już po upadku Powstania, gdy spacerując po Laskowskim lesie zauważył na niebie chmurę wirujących nadpalonych kartek niesionych przez wiatr od strony płonącej stolicy podpalanej przez hitlerowców. Kartki niesione wiatrem opadały pośród lasu. Na jednej z nich, która akurat upadła pod stopy księdza Profesora, widniał niedopalony fragment, z którego udało się jedynie odczytać: „Będziesz miłował”. Poruszony ks. Wyszyński zaniósł zaraz karteczkę do kaplicy, by pokazać ją siostrom. Położył ją na ołtarzu i powiedział: „Będziesz miłował… Nic droższego nie mogła nam przysłać ginąca stolica. To najświętszy apel walczącej Warszawy do nas i do całego świata. Apel i testament… Będziesz miłował…”
Wydarzenia z tamtego czasu na zawsze zapisały się w pamięci Prymasa Tysiąclecia, wracał do nich niejednokrotnie. W Wielka Sobotę, 13 kwietnia 1963r. będąc tradycyjnie w Laskach mówił:
„Przypomnę nasze przeżycia chyba najcięższe i najtrudniejsze; kiedyś w Kozłówce i w Żułowie, i tu, w czasie powstania warszawskiego. Wszystko było takie strasznie trudne, a my te ciężkie dni wspominamy z jakąś wielką radością, z podniesieniem ducha, bośmy byli wszyscy na służbie innych, nie na służbie swojej, tylko na służbie innych i nieśliśmy im to, cośmy z łaski Pana w duszy swojej znaleźli. To były trudne czasy, ale zwycięskie czasy…”
teksty źródłowe:
- s. Jadwiga Stabińska OSB AP „Matka Elżbieta Róża Czacka”, Laski 1989 r.
- Alicja Gościmska, Ryszard Kamiński „Laski w czasie okupacji 1939-1945”, Warszawa 1987 r.
- Józef Krzyczkowski „Konspiracja i powstanie w Kampinosie – 1944”, Warszawa 1962 r.
- Michał Żółtowski „Blask prawdziwego światła. Matka Elżbieta Róża Czacka i jej dzieło”, Lublin 2005
- Ewa Jabłońska-Deptuła „Matka Elżbieta Czacka i Dzieło Lasek”, Lublin 2002 r.
- s. Vianneya Jadwiga Szachno : „Ksiądz Profesor” Tygodnik Powszechny 1978 r.
- kard. Stefan Wyszyński „Boża ekonomia Lasek” przemówienie w Laskach 16 XII 1973; przemówienie do sióstr w Laskach 12 V 1961
- Stefan kard. Wyszyński „Kamienie wołać będą”, Warszawa 1984