„O Komunii świętej”

Matka Elżbieta Czacka

Laski, 5 marca 1929

Ks. Prymas przy ołtarzu Kaplicy Matki Boskiej Anielskiej w Laskach

Najważniejszą chwilą w życiu człowieka jest Msza święta i Komunia święta. Jaka dziwna obojętność, nawet u ludzi pobożnych, w stosunku do tych największych tajemnic i dobrodziejstw Bożych. Jak dziwnie przyrodzony stosunek do tych tajemnic u większej części ludzi. Nawet wśród ludzi pobożnych jakie zapomnienie o tym, jaka martwota w rozumieniu Kto się na ołtarzu za nas ofiarowuje i Kto przychodzi do serc naszych.

Ludzie zdają się zapominać o tym, że Bóg-Człowiek żywy i prawdziwy jest wśród nas i łaskę nam największą robi, że pozwala nam zbliżać się do siebie, uczestniczyć w Jego tajemnicach, że zniża się do tego stopnia, że raczy zstępować do serc naszych i w nich zamieszkać. Tak przyzwyczailiśmy się do formułek modlitw, że ta prawda i ta rzeczywistość obecności Pana Jezusa wśród nas i w naszych sercach jest dla nas martwą literą.

To niezrozumienie dochodzi czasem do takiego stopnia, że dusze pobożne potrafią mieć żal do swoich bliźnich za to, że jakoby przez nich utraciły możność przyjęcia Pana Jezusa do serca swego. A nie rozumieją, że przeszkody i trudności, które spotykają na swojej drodze, gdy idą do Pana Jezusa, są próbą daną im przez Pana Jezusa dla wypróbowania stopnia ich miłości dla Niego. Gdyby te biedne dusze rozumiały i widziały, Kim jest Ten, którego chcą w ten sposób w sercu swoim gościć, toby przede wszystkim unikały grzechu. Mówiłyby z pokorą i z najgłębszym przekonaniem o tym, że nie są godne tej największej na świecie łaski, a wierząc w dobroć i miłość Pana Jezusa, błagałyby Go, by raczył zamieszkać w nich.

Pan Jezus chce, byśmy do Niego szli i zapraszali Go do siebie jako żyjącego wśród nas, więc iść do Niego powinniśmy przez ogień i wodę, przez przykrości od ludzi, trudy, zmęczenie, wysiłek. Z wytrwałością, cierpliwością, łagodnością, ale z nieugiętą mocą w usuwaniu przeszkód dla osiągnięcia największego szczęścia na ziemi.

Zresztą w tym dążeniu do Pana Jezusa nie jesteśmy sami. On nam w tych wysiłkach towarzyszy. On sam zwycięża przez nas przeszkody. On sam zmienia serca tych, którzy nam utrudniają złączenie się z Nim. Jaką wdzięczność ma w sercu dla Pana Jezusa człowiek, który nie liczy na własne siły, gdy ma przyjmować Komunię świętą, i widzi, że przeszkody ustępują, że pomimo trudności ustają cudownie. Każde przyjście Pana Jezusa do swojej duszy uważa za cud miłosierdzia niezasłużony. (…)

Co za szczęście móc Go przyjmować codziennie do serca swego! On sam najlepiej nauczy, jak Go przyjmować mamy, i Jego pytać powinniśmy, jak chce być przyjmowany. Zstępując do serca naszego obcuje z nami, jak ze swoimi uczniami obcował. Kocha nas i chce być przez nas po prostu po ludzku kochanym. Z jaką wyrozumiałością nas kocha. Jak zna słabość i nędzę naszej natury. Chce, byśmy Go prosili o pomoc i ratunek we wszystkich tych słabościach i nędzach naszych. Nigdy nie żąda niczego ponad nasze siły. Zna naszą miarę, umacnia naszą słabość. Oświeca nas, uczy, objaśnia i chce, byśmy Go w ciszy, w głębi naszego serca słuchali i oddawali bliźnim naszym w uczynkach miłosiernych to, czego nas nauczy w tych cichych rozmowach w głębi naszej duszy.

Zna On najlepiej, jakie mamy wady, co Mu w nas przeszkadza. Chce, byśmy w pokorze, a raczej w prawdzie, te wady i niedoskonałości nasze widzieli, byśmy sami prosili o ratunek i lekarstwo na nie. Chce On wiary w moc i potęgę swoją. Zlewa na nas tę wiarę i mówi: „uleczę cię według wiary twojej”; „Wiara twoja ciebie uzdrowiła”. O tę wiarę żywą, gorącą, bezpośrednią powinniśmy przede wszystkim prosić Pana Jezusa obecnego w naszej duszy. O nadzieję i ufność bezgraniczną w urzeczywistnienie wszystkich obietnic Bożych i o pełnię miłości, płynącą z serca Pana Jezusa wprost do naszego serca, powinniśmy prosić Dawcę wszelkich łask obecnego w naszej duszy, aby ją uświęcić i uszczęśliwić.